Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/causa.pod-wysylac.polkowice.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
Wiedział. Boże drogi, wiedział, co zrobi.

Rozdział 37

Wiedział. Boże drogi, wiedział, co zrobi.

paralizatorem! – Przepłynęło kolejne zdjęcie, na którym była ona i Bentz.
– Wiesz to na podstawie trzydziestosekundowej migawki w wiadomościach? Litości.
porządnego tropu. Nikt nie widział ani nie słyszał niczego podejrzanego, nikt nie wyczuł nic
czerwona jak burak, ale Bentz tylko skinął głową, dodawał jej otuchy, bo wyglądała, jakby się
ryzykować, że wariatka ponownie ją zaknebluje.
Hayes zaprosił go na drinka po pracy, co już samo w sobie było nietypowe. Nic
Pies wahał się przez chwilę, a potem posłusznie poszedł na wskazane miejsce, okręcił się
Cholera. Puls mi przyspiesza, pocą mi się dłonie i czoło. A jeśli mnie widział przy
nieruchome twarze policjantów, wiedziała już, że jest na liście podejrzanych. To było niedorzeczne. Absurdalne. - Jak zginął mój mąż? Dostrzegła pewne wahanie. - Wciąż był moim mężem - zauważyła z nagłą złością. Chciała się na kimś wyładować. Na kimkolwiek. Choćby na tych wścibskich ludziach nachodzących ją w domu i przynoszących okropne wieści. - Sądzę, że mam prawo wiedzieć. Detektyw Morrisette skinęła głową. - Możliwe, że pani mąż sam odebrał sobie życie, ale tak jak mówiliśmy, nasuwa się wiele pytań i wciąż nie znamy odpowiedzi. Znaleźliśmy go w jego gabinecie. Miał pocięte nadgarstki. Skuliła się. Znów zobaczyła Josha leżącego na biurku. Skąd wiedziała? - Samobójstwo - wyszeptała z niedowierzaniem Caitlyn i pomyślała o nacięciach na własnych nadgarstkach. - Niemożliwe. Nie zrobiłby tego. - Potrząsała głową, próbując odegnać od siebie obraz Josha wykrwawiającego się na śmierć. - On... on użyłby broni albo włączył silnik w zamkniętym garażu i zatruł się spalinami, albo... - Zamilkła, zauważywszy, że słuchają jej z wielką uwagą. - Albo? - zapytał Reed. - Nie wiem. Nie naciskał, ale jego spokojne oczy mówiły: Oczywiście, że wiesz. Żyłaś z tym facetem. Znałaś go. I to ty mogłaś go zabić. Rozwodził się z tobą. Dybał na twoje pieniądze. Miał inną kobietę. Groził ci pozwem o spowodowanie śmierci dziecka. Do tego cała ta krew w sypialni. Ale nie, o tym policjanci nie wiedzą. Przynajmniej na razie. - Jeśli już państwo skończyli, myślę... chciałabym się położyć. - Jeśli nie ma pani nic przeciwko temu, to chcielibyśmy zadać jeszcze kilka pytań - naciskała Morrisette z cieniem uprzejmego, choć Caitlyn była pewna, że nieszczerego uśmiechu. - A potem sobie pójdziemy. Zadali kilka ogólnych pytań na temat Josha, jego rodziny i interesów, o których Caitlyn niewiele wiedziała, a potem wstali gotowi do wyjścia. - Jeszcze tylko jedno pytanie - powiedział Reed. - Gdzie pani była ostatniej nocy? Zastygła. - Byłam poza domem. - Całą noc? O Boże! - Wyszłam około wpół do dziewiątej lub o dziewiątej, a wróciłam koło północy. Nie wiem dokładnie - przyznała, czując na sobie nieustępliwe, świdrujące spojrzenie Reeda, który starał się wyłowić najmniejsze kłamstwo. - Czy była pani wczoraj u męża? Zrobiło jej się słabo. - Nie, tak jak mówiłam, byliśmy w separacji - odpowiedziała, powtarzając sobie, że te przerażające obrazy to tylko sen. Więc czemu były tak realne? Czemu akurat Josh leżący na biurku z zakrwawionymi nadgarstkami? - Czy potrzebuję adwokata? - zapytała zaskakująco ostro. - Po prostu próbuję się dowiedzieć, co zaszło wczorajszej nocy. Ja też! - Kiedy już się to panu uda, proszę i mnie poinformować - powiedziała, czując jak oblewa ją fala gorąca.
Przed wyjazdem do San Juan Capistrano Bentz odrobił pracę domową. Sprawdził w
Serce stanęło mu w piersi.
prawdę.
Zmierzchało już, słońce znikało za horyzontem, szum autostrady odbijał się echem wśród
- Proszę się odwrócić, oprzeć ręce o samochód, a nikomu nic się nie stanie. - W jednej ręce trzymał kajdanki. - Błagam, niech pan posłucha. Ona jest w niebezpieczeństwie. W poważnym niebezpieczeństwie. Caitlyn Bandeaux. To wdowa po zamordowanym Joshu Bandeaux. - Wiem, kim ona jest. Proszę się odwrócić. - Niech mi pan wierzy! Nie ma czasu do stracenia! - Rób, co mówię! - rozkazał policjant, a gdy Adamowi przyszło do głowy, że mógłby wyrwać mu pistolet, ostrzegł: - Nawet o tym nie myśl. - Ale musimy jej pomóc. Musimy. Chodzi o jej życie! Gliniarz zawahał się przez moment i rzucił Adamowi jeszcze groźniejsze spojrzenie. Pewnie słyszał to tysiące razy. Więc usłyszy jeszcze parę. - Błagam, szybko! Zanim będzie za późno. Muszę wejść do środka... - Nie ma mowy. - Ale... - Dość tego! Odwrócić się! Adam nie miał zamiaru się poddać. - Proszę zadzwonić do detektywa Reeda z policji w Savannah. Wydział zabójstw. Proszę mu powiedzieć, że Caitlyn cierpi na rozdwojenie osobowości, że jest Kelly Montgomery. - Co za bzdury - warknął policjant. - Dość tego pyskowania. - Nie! Jestem jej psychologiem. Ona tutaj jest. Proszę spojrzeć, to jej samochód, niech pan sprawdzi. Gliniarz spojrzał na białego lexusa i znów nieznacznie się zawahał. - Nie mamy czasu! Proszę zadzwonić do Reeda. Natychmiast! - Najpierw proszę położyć ręce na masce. - A potem zadzwoni pan do niego. - Potem się zastanowię. - Cholera! - Adam chciał przywalić skurwielowi w mordę, ale wiedział, że to tylko pogorszy sytuację. Odwrócił się z ociąganiem, zrobił, co mu kazano, i dał sobie skuć ręce. - Proszę, niech pan zadzwoni! - Najpierw odstawię cię do pudła. - Nie ma czasu... - Właź, kurwa, do środka! - Gliniarz otworzył drzwi, położył dłoń na głowie Adama i niemal siłą wepchnął go do radiowozu, na siedzenie pachnące dość podejrzanie. Moczem? Tak, moczem i detergentem. Udało mu się usiąść tak, by móc coś widzieć przez okno. Gliniarz zatrzasnął drzwi i rozmawiał z kimś przez komórkę. Czas uciekał. Mijały cenne minuty, może decydujące o życiu Caitlyn... O Boże, co robić? Że też dał się zamknąć w tym samochodzie. - Hej! - Zaczął kopać w szybę. - Musimy tam wejść! Ona tam jest! - Zamknij się! - warknął gliniarz, ale wyciągnął pistolet. Wyglądało na to, że zamierza wejść do domu. Sam. O Boże, tępy dupek nie wie, co go czeka. Adam kopał jak oszalały. Przed oczami stanęła mu twarz Caitlyn - twarz Kelly. Wyobraził sobie jej zakrwawioną twarz, blade usta, szklane, martwe oczy patrzące w sufit. Nie! Nie! Nie! Walił butami w szybę, aż usłyszał syreny. Przez tylną szybę zobaczył dwa wozy policyjne. Odsiecz? Wrogowie? Nie był pewien. Samochody zatrzymały się z piskiem opon.

że nie ma nic do powiedzenia. Poza tym nie chciała, żeby wyglądało na

policjanci. Wszyscy włożyli kamizelki kuloodporne i byli przygotowani do użycia siły.
W niespokojnej ciszy, która zaległa w pokoju, przeraźliwie zabrzmiał dzwonek telefonu.
O’Grady, który jeszcze trzy dni temu wydawał się przeciętnym chłopcem przeżywającym
się. Rzucił Rainie zażenowane spojrzenie.
poznać szczegóły dotyczące innych jej członków. Mandy opowiedziała mu
którego wezwał przez komórkę kierowca ciężarówki. Było to o piątej pięćdziesiąt
- Chcę mieć zdjęcia - rzucił natychmiast Quincy. - Najlepsze, jakie de
panu wszystkie gnaty!
niosąc apteczki i koce, ręczniki i butelki z wodą, wszystko, co ich zdaniem mogło się przydać.
zdoła pan wyjaśnić, co się tutaj stało?
chodzi się parami. Nauczycielka pozwoliła im iść razem.
– Nie wystarczy – jęknął Walt. – Ranę trzeba mocno zabandażować.
– Byłam tam, widziałam wszystko. Wiem, co się stało.
śladów, czyli kobieta nawet nie próbowała hamować. Na boku i tyle samochodu
- Szukałam... Zagubiłam się w swoim małym świecie... Wpadłam na

©2019 causa.pod-wysylac.polkowice.pl - Split Template by One Page Love